REKLAMA
Strona główna / Sport / Ambitna walka Miasta Szkła w Szczecinie. Porażka w końcówce pieczętuje los krośnian

Ambitna walka Miasta Szkła w Szczecinie. Porażka w końcówce pieczętuje los krośnian

Ambitna walka Miasta Szkła w Szczecinie. Porażka w końcówce pieczętuje los krośnian

Fot. ORLEN Basket Liga / plk.pl

W ostatnim ligowym starciu King Szczecin pokonał na własnym parkiecie Miasto Szkła Krosno 88:85, choć losy zwycięstwa ważyły się do ostatnich sekund czwartej kwarty. Mimo ambitnej postawy i okresowej przewagi gości, porażka ta ostatecznie przypieczętowała pozycję drużyny z Krosna, która zakończy bieżące rozgrywki ORLEN Basket Ligi na ostatnim miejscu w tabeli.

Reklama

Piorunujący początek gospodarzy

Spotkanie rozpoczęło się pod dyktando zawodników ze Szczecina, którzy zdominowali pierwsze minuty rywalizacji. Dzięki skuteczności Nemanji Popovicia oraz Tomasza Gielo, King błyskawicznie wypracował dwunastopunktowe prowadzenie, nie pozwalając rywalom na zdobycie choćby oczka przez blisko pięć minut.

Impas przyjezdnych przełamał dopiero Ben Shungu, lecz nie powstrzymało to rozpędzonych gospodarzy. Gdy Jeremy Roach trafił celny rzut z dystansu, przewaga szczecinian wzrosła do czternastu punktów. Choć Leemet Bockler starał się aktywnie odpowiadać na ataki miejscowych, pierwsza odsłona meczu zakończyła się wynikiem 27:17 dla Kinga.

Ambitna pogoń i zmiana lidera

Druga kwarta przyniosła wyraźne odrodzenie ekipy z Krosna. Duet Tre Jackson i Ben Shungu konsekwentnie niwelował dystans do rywali, a po udanej akcji typu dwa plus jeden w wykonaniu Bocklera, Miasto Szkła traciło do gospodarzy już tylko jeden punkt.

Reklama

Wówczas ciężar gry w zespole ze Szczecina wzięli na siebie Jovan Novak oraz Anthony Roberts, starając się opanować nerwową sytuację. Ostatecznie, dzięki celnemu rzutowi za trzy punkty Tomasza Gielo w samej końcówce tej części gry, szczecinianie schodzili na przerwę przy prowadzeniu 45:38.

Reklama

Prawdziwy zwrot akcji nastąpił jednak po wyjściu z szatni. Podopieczni trenera Marosa Kovacika błyskawicznie odrobili straty, w czym główna zasługa należała do Jairusa Hamiltona. Zawodnik ten najpierw doprowadził do wyrównania, a po chwili wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.

King Szczecin wpadł w głęboki kryzys ofensywny, co bezlitośnie wykorzystali goście. Po trafieniu Tre Jacksona przewaga przyjezdnych wzrosła do sześciu oczek, a przed ostatnią kwartą, dzięki rzutowi Ivicy Radicia, tablica wyników wskazywała niespodziewane 60:68.

Decydujący cios w końcówce

Finałowa odsłona meczu dostarczyła kibicom ogromnych emocji. Straty gospodarzy próbował odrabiać Noah Freidel, lecz na każde jego udane zagranie odpowiadał Hubert Łałak. Sygnał do ostatecznego ataku dał Jovan Novak, trafiając kluczową „trójkę”, która pozwoliła zespołowi prowadzonemu przez Macieja Majcherka zbliżyć się do rywali na dystans jednego posiadania. Chwilę później efektowne wsady Anthony’ego Robertsa przywróciły prowadzenie szczecinianom. O końcowym sukcesie Kinga przesądziły zimna krew i skuteczne zagrania Roacha oraz Popovicia w ostatnich fragmentach meczu.

Reklama

W szeregach zwycięzców najwszechstronniejszym graczem był Anthony Roberts, który zapisał na swoim koncie 16 punktów, 8 zbiórek oraz 6 asyst. Po stronie pokonanych dwoił się i troił Ben Shungu, kończąc zawody z dorobkiem 27 punktów, jednak jego indywidualny popis nie wystarczył, by uchronić Miasto Szkła przed spadkową lokatą.

Reklama
Reklama
Tagi:
REKLAMA