Mieszkańcy Krakowa w referendum przeprowadzonym w niedzielę 24 maja zdecydowali o odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa, co wywołało natychmiastową reakcję w krośnieńskich mediach społecznościowych. Kluczowym powodem buntu w stolicy Małopolski była kontrowersyjna Strefa Czystego Transportu oraz fatalna ocena polityki finansowej tamtejszego samorządu. Ta wyjątkowa sytuacja, w której referendum w tak dużym mieście okazało się ważne, dała do myślenia mieszkańcom innych regionów i wywołała lawinę dyskusji w tak zwanym „Małym Krakowie”, czyli w Krośnie, gdzie na lokalnych grupach zaczęły pojawiać się pytania o możliwość zmiany ekipy rządzącej.
Gorąca dyskusja mieszkańców w sieci
W krośnieńskich social mediach zawrzało, a na lokalne grupy trafiły posty z zapytaniem „Referendum w sprawie odwołania Prezydenta i Rady Miasta Krosna – kto za?”. Jeden z autorów kolejnych wpisów stwierdził wprost, że wczoraj zdecydował Kraków, więc teraz przyszedł czas na Krosno i zmianę ekipy rządzącej, ponieważ miasto dosłownie i w przenośni umiera pod obecnymi rządami.

Reakcje komentujących, z których większość zdecydowała się na zachowanie anonimowości, okazały się jednak mocno podzielone. Część internautów uważa, że obecny prezydent to najlepsze, co mogło spotkać Krosno, i jest to osoba, która idealnie nadaje się na to stanowisko.

Pojawiły się również głosy studzące emocje, w których przypominano, że koszty referendum pokrywa się z budżetu jednostki samorządu terytorialnego. W przypadku Krakowa wyniosły one około cztery miliony złotych, stąd też niektórzy uczestnicy dyskusji wątpią, czy w Krośnie taka inicjatywa jest warta zachodu, dodając, że tutejszy włodarz jest dobrym gospodarzem.
W potoku komentarzy nie zabrakło jednak słów ostrej krytyki pod adresem lokalnych władz. Przeciwnicy obecnego systemu rządów wytykają decydentom budowę „tęczowych ścieżek i parków”, za które ich zdaniem włodarz powinien być już dawno odwołany. Inny użytkownik poparł pomysł zmian, argumentując, że nie ma ludzi niezastąpionych i Krosno to nie Rosja ani Korea, gdzie rządzi się przez pół wieku.
Padły również mocne słowa o braku stabilności urzędu pod kątem koncepcyjnym, który jeden z mieszkańców porównał do reaktora RBMK 1000 w Czarnobylu. Urzędującym zarzucono robienie chaosu oraz zadłużenia, a niedawne cięcie wydatków na dzielnice zostało ocenione przez część krytyków jako zemsta za głosowania niezgodnie z linią władzy.
Pojawiła się też opinia, że choć chętnie wzięłoby się udział w referendum, to nie ma sensu go organizować, ponieważ obecna ekipa i tak odejdzie w 2028 roku.
Obrońcy obecnego kursu i wielkie inwestycje
Do dyskusji na grupie Krosno włączył się użytkownik posługujący się pseudonimem „Wazeliniarz_z_Urzędu7283”, który opublikował również osobny post, stanowczo sprzeciwiając się pomysłowi referendum. Nazwał on tę inicjatywę poronionym pomysłem i krokiem w przepaść, ostrzegając przed wywołaniem chaosu w najważniejszym momencie dla miasta.

„Wazeliniarz_z_Urzędu7283” dodał do posta również grafikę:

Podkreślił, że ewentualny sukces referendum doprowadziłby do przepychanek w radzie miasta oraz niestabilności w urzędzie, a nowy prezydent lub komisarz mógłby robić pod górkę i nie kontynuować dotychczasowych planów. Wskazał, że z powodu problemów budżetowych trzeba było ostatnio ciąć wydatki na osiedlowe inwestycje, a organizacja głosowania tylko pogłębiłaby te trudności.
W swoim wywodzie autor broniący magistratu wyliczył kluczowe inwestycje warte setki milionów złotych, które ważą się w tym samym czasie. Wśród nich wymienił osiedle TBS, modernizację kolei, łącznik do drogi ekspresowej S19, spalarnię śmieci, fundusze szwajcarskie i unijne, klaster energii, centrum dronowe, strefy inwestycyjne oraz Krajowy Plan Odbudowy. Dodał również, że jeśli wszystko się uda, Krosno czeka uruchomienie kolei podmiejskiej, a działania te zbiegają się w czasie z pracami Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przy S19 oraz obwodnicy Miejsca Piastowego.
Według niego taki moment w historii miasta długo się nie powtórzy i to właśnie na te cele wydawane są pieniądze, mimo że krytycy, określani przez niego jako „przebojowa jedenastka”, stale mówią o zbędnych wydatkach bez podawania konkretów. Internauta podsumował swój wpis ostrzeżeniem, że w referendum można postąpić tak, by obronić prezydenta, a odwołać jego przeciwników.
Pytania o kondycję samorządu i sąsiednie regiony
Czy naprawdę w Krośnie jest tak źle, że należałoby odwołać prezydenta i radę miasta? Czy prezydent i radni zaszkodzili sobie w obecnej i poprzednich kadencjach?
Te pytania zadają sobie dzisiaj mieszkańcy, obserwując nie tylko sytuację w Krakowie, ale również w Rzeszowie. W stolicy Podkarpacia rusza właśnie procedura w sprawie referendum nad odwołaniem prezydenta Konrada Fijołka.
Pierwszy wniosek złożył radny Jacek Strojny, były konkurent obecnego włodarza w wyborach, motywując to utratą zaufania do słów prezydenta. Drugi wniosek w Rzeszowie przygotowali radni Prawa i Sprawiedliwości, a szefowa ich klubu, Krystyna Wróblewska, tłumaczy ten krok rosnącym i stale powiększającym się zadłużeniem miasta.
Procedura referendalna w teorii
Przedstawiając czysto teoretyczne opcje, bez namawiania do jakichkolwiek działań, warto przybliżyć, jak zgodnie z prawem można odwołać prezydenta miasta. Pierwsza ścieżka zależy od Rady Miasta, która raz w roku podejmuje uchwałę w sprawie udzielenia absolutorium za wykonanie budżetu. Jeśli włodarz nie uzyska absolutorium, rada może podjąć uchwałę o referendum, co w warunkach krośnieńskich wymaga poparcia minimum 11 radnych.
Druga możliwość pojawia się wtedy, gdy prezydent dwa razy z rzędu nie otrzyma wotum zaufania podczas czerwcowej sesji absolutoryjnej. Taki dwukrotny brak zaufania pozwala radnym na rozpisanie referendum bezwzględną większością głosów, czyli również przy poparciu co najmniej 11 osób.
Jeśli nie zaistniały powyższe przesłanki związane z absolutorium lub wotum zaufania, Rada Miasta wciąż może podjąć inicjatywę referendalną z własnej woli, jednak wtedy uchwała wymaga większości trzech piątych głosów radnych. Ostatnią drogą jest referendum z inicjatywy samych mieszkańców – dokładnie tak, jak stało się to w Krakowie.
W Krośnie taka inicjatywa musiałaby zostać poparta podpisami około 4000 uprawnionych osób. Aby samo głosowanie referendalne stało się ważne, do urn musiałoby pójść około 9900 mieszkańców, a większość z nich musiałaby opowiedzieć się za odwołaniem władz.
Tak wysoki próg frekwencyjny sprawia, że większość referendów odwoławczych w kraju kończy się niepowodzeniem i są one uznawane za nieważne, co czyni przykład Krakowa wyjątkowym ostrzeżeniem dla samorządowców.
































Jeden komentarz
Nagle we wszystkich miastach ludzie się obudzili i chcą referendum. Po pierwsze to referendum kosztuje – nas wszystkich. Po drugie – nie znaliście Pana Przytockiego podczas ostatnich wyborów? Przecież rządzi już kilkanaście lat! Skoro wygrał wybory to rządzi. Na chwilę obecną brak nazwiska kandydata który by go godnie zastąpił.