Wtorkowy (27.01) poranek na ulicy Franciszkańskiej w Krośnie przyniósł sceny, które trudno nazwać inaczej niż bulwersującymi. W miejscu, które jeszcze kilka dni temu było świadkiem podniosłych uroczystości upamiętniających ofiary Holokaustu, doszło do incydentu, który obnaża smutną prawdę o braku wrażliwości niektórych mieszkańców.
Instynkt zwierzęcia, ignorancja człowieka
Na nagraniu z kamery samochodowej pojazdu (udostępniono dla redakcji) widać mężczyznę spacerującego z psem. Gdy przechodzą obok kamienicy przy ul. Franciszkańskiej, pies zatrzymuje się przy tablicy upamiętniającej krośnieńskie getto. Pod tablicą wciąż leżą wieńce – symbol hołdu złożonego zaledwie tydzień temu, 20 stycznia, podczas XVII Obchodów Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu.
Pies, działając zgodnie z naturą, oddaje mocz bezpośrednio na kwiaty i miejsce pamięci. Problem w tym, że czworonóg nie jest tu winowajcą. Jest nim właściciel, który trzymając psa na smyczy, z pełną pasywnością przyglądał się całej sytuacji.
Gdzie kończy się spacer, a zaczyna profanacja?
Trudno uwierzyć, że osoba dorosła nie zdaje sobie sprawy z powagi miejsca, przy którym się znajduje. Tablica na Franciszkańskiej to nie jest zwykły fragment muru – to świadek tragedii 600 Żydów, którzy w 1942 roku zostali stąd wywiezieni do obozów zagłady. Pozwolenie psu na załatwienie potrzeb fizjologicznych na symbole pamięci narodowej jest przejawem skrajnego braku kultury i obywatelskiego nihilizmu.
Smycz w ręku właściciela to nie tylko narzędzie kontroli nad kierunkiem marszu, to przede wszystkim odpowiedzialność. Niewykorzystanie tej kontroli w tak symbolicznym miejscu jest ewidentnym zaniedbaniem, które w oczach postronnych świadków urasta do rangi profanacji.
Granica prawa i moralności
Warto przypomnieć, że polskie prawo przewiduje sankcje za znieważenie pomnika lub miejsca pamięci (Art. 261 Kodeksu Karnego). Choć pies za swoje instynkty nie odpowie, właściciel, który świadomie dopuszcza do takiej czynności, stąpa po bardzo cienkim lodzie.
Nawet jeśli przyczyną nie była celowa pogarda, a jedynie „zagapienie się” w telefon czy zwykłe lenistwo, skutek jest ten sam: zniszczone wieńce, zalany chodnik przed tablicą pamiątkową i głębokie poczucie niesmaku. Czy naprawdę jako społeczeństwo zatraciliśmy już zdolność do odróżnienia trawnika od ołtarza historii?
Od redakcji: Pamięć o dawnych mieszkańcach Krosna wymaga od nas czegoś więcej niż tylko oficjalnych przemówień raz w roku. Wymaga szacunku na co dzień – takiego, który nie pozwala nam przejść obojętnie obok braku kultury, nawet jeśli trzymamy go na drugim końcu smyczy.
































5 komentarzy
To jak pies w Warszawie na Placu Piłsudskiego wysika się pod schodami Jarosława to już jest zbrodnia?
Czy to miejsce składania (publiczny chodnik w dość ruchliwym pieszo przejściu) jest właściwym miejscem dla składania takich kwiatów i wieńców? Jak będę tamtędy przechodził i zaczepie lub nadepnę nieuważnie butem na kwiaty, to będzie to zbezczeszczenie a redakcja opisze to w artykule? A może doszło tu do zaśmiecenia publicznego chodnika i stworzenia zagrożenia dla pieszych, dla jakiejś starszej osoby, która może się potknąć o te wieńce.
Kiepska jakość tego filmu, jak by nie opis to nie wiadomo o co chodzi.
Skandal. Mandat dla właściciela.
Bardzo słaba jakość filmu. Człowieka widać, ale ja tam psa nie widzę.