Sytuacja finansowa Krosna stała się zarzewiem poważnego konfliktu, który w konsekwencji uderza w najmniejsze jednostki pomocnicze miasta. Prezydent Piotr Przytocki, reagując na decyzję Rady Miasta, która odrzuciła proponowane przez niego podwyżki opłat za wywóz nieczystości oraz pełny wymiar wzrostu podatku od nieruchomości, zdecydował o drastycznych cięciach w budżetach dzielnic i osiedli. Kluczowym elementem tych restrykcji jest wstrzymanie funkcjonowania budżetu partycypacyjnego „50/50” na dotychczasowych zasadach oraz wprowadzenie limitu wydatków bieżących do kwoty 10 tysięcy złotych na jednostkę. Decyzja ta oznacza realne zagrożenie dla realizacji lokalnych potrzeb mieszkańców, takich jak budowa nowych chodników, montaż ławek, oświetlenia czy drobne naprawy infrastruktury osiedlowej.
Prezydent Piotr Przytocki argumentuje swoje stanowisko koniecznością ratowania stabilności budżetowej miasta. W piśmie skierowanym do zarządów dzielnic i osiedli włodarz wskazuje, że brak akceptacji dla nowych stawek za odpady wygeneruje w latach 2024–2026 deficyt w systemie gospodarki komunalnej na poziomie około 6 milionów złotych.
Dodatkowo, obniżenie przez radnych proponowanych stawek podatku od nieruchomości dla przedsiębiorców ma skutkować ubytkiem dochodów przekraczającym 2 miliony złotych tylko w nadchodzącym roku. Według prezydenta, taka sytuacja drastycznie obniża nadwyżkę operacyjną i zagraża zdolności kredytowej miasta, co jest szczególnie niebezpieczne w obliczu planowanych na najbliższe lata inwestycji opiewających na kwotę blisko 400 milionów złotych.
Włodarz podkreśla, że bez dodatkowych wpływów dług Krosna może być spłacany nawet przez ćwierć wieku, dlatego cięcia w wydatkach partycypacyjnych są, w jego ocenie, niezbędnym działaniem naprawczym.
Działania prezydenta spotkały się z bardzo ostrą reakcją części radnych, którzy uważają, że mieszkańcy nie mogą być karani za to, iż ich przedstawiciele mają inne zdanie na temat polityki fiskalnej miasta. Radni wskazują, że szukanie oszczędności powinno zacząć się od analizy wewnętrznych kosztów funkcjonowania miejskich spółek i jednostek, a nie od odbierania funduszy na podstawowe potrzeby osiedlowe.
Krytycy prezydenta zaznaczają, że podatki zostały podniesione, choć nie w tak drastycznym stopniu, jak oczekiwał urząd, a narracja o „winie radnych” jest niesprawiedliwa wobec obywateli.
W dyskusji bardzo mocno wybrzmiewa głos Gabriela Zajdla, który podaje w wątpliwość dotychczasowe metody zarządzania systemem odpadów i finansami. Radny uważa, że zanim obciąży się mieszkańców, należy dokonać głębokiej rewizji miejskich struktur.
Tak, system odpadów się nie bilansuje i tak, budżet ma problem. Ale zanim znowu sięgniemy do portfeli mieszkańców albo zabierzemy pieniądze osiedlom, może trzeba wreszcie prześwietlić cały system: KHK, CDS, koszty odbioru i zagospodarowania odpadów, umowy, operatorów, organizację pracy, straty, różnice i wszystkie budżetowe czarne dziury naszej lokalnej gospodarki – mówi Gabriel Zajdel, radny miasta Krosna.
Samorządowiec wprost sprzeciwia się traktowaniu krośnian jako źródła łatwego dochodu.
Bo najprostsza metoda jest zawsze ta sama: mieszkaniec dopłaci. A jak nie dopłaci – to nie będzie ławki. Przypomnę: podatek od nieruchomości został podniesiony. Nie w maksymalnej wersji, jakiej chciał Prezydent, ale został. W sprawie śmieci część radnych powiedziała „nie”, bo mieszkańcy to nie bankomat. Dlatego opowieść, że to radni zabrali mieszkańcom budżet partycypacyjny, jest po prostu nieprawdziwa. Reasumując: jak radni nie klaszczą, to mieszkańcom można zabrać krzesła, ławki i kosze, a potem jeszcze im wytłumaczyć, że to dla ich dobra. – dodaj Gabriel Zajdel.
Podobnego zdania jest radna Agnieszka Raś, która podkreśla rolę rad dzielnic jako organów będących najbliżej ludzkich spraw. Jej zdaniem wstrzymanie programu „50/50” to uderzenie w jakość codziennego życia w wielu częściach Krosna.
Jako radna od lat działająca w samorządzie dzielnicowym bardzo wyraźnie widzę, jak ważne są Rady Dzielnic i Osiedli. To one są najbliżej mieszkańców – tam ludzie przychodzą ze swoimi sprawami, problemami i pomysłami. To właśnie tam najszybciej widać, czego naprawdę potrzebują poszczególne części miasta. Dlatego nie zgadzam się, aby spory między władzami miasta a radnymi odbijały się na mieszkańcach. Mieszkańcy nie są stroną tych konfliktów i nie powinni za nie płacić. Budżet 50/50 dla Rad Dzielnic i Osiedli to konkretne pieniądze na małe, ale bardzo ważne sprawy – chodniki, ławki, schody, oświetlenie, place zabaw, parkingi, poprawę dróg czy drobne naprawy. To rzeczy, które naprawdę poprawiają codzienne życie mieszkańców. Odebranie połowy tych środków oznacza w praktyce ograniczenie mieszkańcom wpływu na ich najbliższe otoczenie. Samorząd powinien opierać się na rozmowie i współpracy, a nie na decyzjach, które uderzają w mieszkańców. Oszczędności można szukać w różnych miejscach, ale nie kosztem mieszkańców i ich wpływu na własne osiedla. To mieszkańcy najlepiej wiedzą, czego potrzebuje ich dzielnica – i ten głos powinien być szanowany. Zawsze będę po stronie mieszkańców oraz ich prawa do decydowania o swojej dzielnicy i osiedlu – mówi Agnieszka Raś, radna miasta Krosna.
Z kolei radny Paweł Krzanowski zwraca uwagę na aspekt psychologiczny i społeczny całej sytuacji, nazywając działania władz miasta próbą szantażu emocjonalnego. Według niego podważenie zasad budżetu obywatelskiego to zniszczenie zaufania, które budowano przez lata.
Zabranie środków z budżetu partycypacyjnego (obywatelskiego) jest ruchem bardzo dotkliwym, ponieważ uderza bezpośrednio w sprawczość mieszkańców i zaufanie do samorządu. Należy podkreślić, że budżet miasta to nie prywatny portfel, a zarządzanie kryzysowe nie powinno polegać na szantażu emocjonalnym i uderzaniu w najsłabsze jednostki pomocnicze. Inwestycje z budżetu partycypacyjnego to zazwyczaj małe, punktowe projekty, które realnie poprawiają jakość życia. Przerzucanie kosztów śmieci na te drobne kwoty to „oszczędność pozorna”, która wygeneruje wyższe koszty społeczne, jak frustrację czy brak dbałości o mienie wspólne. Zabieranie pieniędzy, o których przeznaczeniu decydują mieszkańcy jest złamaniem tak zwanej umowy społecznej. To podważa sens angażowania się obywateli w życie miasta. Jeśli raz „zabierze się” te środki, mieszkańcy mogą już nigdy nie wrócić do urn. Komisja rewizyjna jest w trakcie analizy struktury urzędu miasta i jednostek pomocniczy podległych urzędowi. Może oszczędności należy poszukać w innych częściach miasta? Może należałoby przeprowadzić audyt zarządów i rad nadzorczych spółek komunalnych? Często mogą tam kryć się wysokie koszty stałe i dublujące się kompetencje? – mówi Paweł Krzanowski.
Konflikt w krośnieńskim samorządzie wchodzi w decydującą fazę, w której stawką są nie tylko miliony złotych w budżecie, ale przede wszystkim sposób sprawowania władzy i szacunek dla oddolnych inicjatyw mieszkańców. Podczas gdy prezydent domaga się dyscypliny finansowej i wyższych wpływów, radni opozycyjni apelują o szukanie rezerw wewnątrz administracji, sprzeciwiając się ograniczaniu wpływu obywateli na ich najbliższe otoczenie.
Poniżej treść pisma prezydenta do Rad Dzielnic i Osiedli:

































