Wczoraj (30.06) w miejscowości Targowiska ogromny spychacz przejechał przez tamtejszy cmentarz, niszcząc przy tym ponad 70 nagrobków. Przyczyną zdarzenia mogło być zasłabnięcie operatora w trakcie pracy lub chwilowa utrata świadomości.
Policjanci zostali powiadomieni o zdarzeniu po godzinie 11-tej. Na miejscu zastali operatora spychacza oraz świadków zdarzenia. – Okazało się, że 50-letni mężczyzna pracował przy niwelacji terenu pod boisko sportowe. Teren gdzie wykonywał prace jest odległy od cmentarza około 200 metrów.– mówi rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Krośnie, podkom. Marek Śliwiński.

Jak wynika z relacji świadków, pojazd zjechał z placu budowy i kierował się w stronę cmentarza. Następnie przejechał przez łąki, staranował ogrodzenie i wjechał na cmentarz, po czym miażdżył napotkane na drodze nagrobki. Na końcu wyłamał kilkumetrowy krzew i kolejne elementy cmentarnego ogrodzenia. Po wszystkim wyjechał na lokalną drogę.
KrosnoCity nieoficjalnie dowiedziało się, że jeden ze świadków zdarzenia wskoczył do kabiny pojazdu i zatrzymał spychacz. Policja nie potwierdza tych informacji.
- Podczas wstępnej rozmowy operator nie potrafił sensownie wytłumaczyć jak doszło do zdarzenia. Twierdził, że doszło do awarii, która nie pozwoliła mu panować nad sprzętem. Badanie jego trzeźwości dało wynik negatywny. Mężczyzna był trzeźwy. – wyjaśnia policja.

Na miejsce przyjechał inny pracownik, który jak twierdzi, bez problemu uruchomił maszynę. Możliwe, że przyczyną katastrofy było zasłabnięcie operatora w trakcie pracy lub chwilowa utrata świadomości.
Mieszkańcy Targowisk oraz bliskie rodziny zmarłych z województwa, które przybyły na miejsce są w szoku. – Nasz cmentarz zamienił się w ruinę!– mówi pani Zofia, mieszkanka wsi. – Leży tu prawie cała moja rodzina, na szczęście groby moich bliskich nie zostały staranowane – opowiada. – Praktycznie wszystko jest przysypane gruzem, poprzewracane krzyże, figury, potłuczone znicze – rozpacza pani Agata, która przyszła zobaczyć zniszczenia na grobie męża.







































Policjanci wciąż wyjaśniają jaka była przyczyna zdarzenia.
Wioletta Potoczna Foto: Mateusz Głód, Piotr Dymiński





























12 komentarzy
Śmierć spychaczom 😀 !!
Czy operator miał pomalowane paznokcie?
Panie premierze! Do dzieła! Trzeba zakazać spychaczy!!
Troche zdziwiona ta Matka Boska! Chyba sie przestraszyła?
Tyle dobrze, że trupów sie nie da już drugi raz uśmiercić bo pewnie by chłopa wsadzili na dożywocie!! Ha, ha,ha!!
ojajgo …. ale pobojowisko…. pierwsze skojarzenie to WTC i atak terrorystyczny ….
Ktoś już oszacował koszty? przecież tego będzie paręset tysięcy ….
Bądźmy szczerzy widząc takiego spychacza jest pewnie jedno w środku musiał być upał … Operator jest po pięćdziesiątce na pewno ma już jakieś swoje dolegliwości czy to nadciśnienie czy inne choroby. Siedząc w takim żelastwie mogło go „przygrzać” stracił przytomność spychacz sobie jechał rozwalił rozwalił co sie nawinęło i wyjechał. Pewnie to zbieg okoliczności że sie obudził i zatrzymał spychacza już po dewastacji. Wątpię żeby to była „rola szatana” dla mnie to bzdura takie myślenie.
Teraz jeszcze dodajcie, że figurka MB sama wstała, albo, że spychacz cudownie ją ominął 🙂
No, niezła historia, materiał dla Archiwum X.
Dodrze, że wszyscy cali.
Chłop mógł stracić przytomność. Szatan niepotrzebny.
Ale to jest coś zaskakującego. Czyżby działanie szatana? Popatrzmy na to z innej strony. Na placu budowy pracuje sobie spychacz kierowany przez wyszkolonego operatora, który zapewne nie pracował w nim pierwszy raz tylko ma doświadczenie. Nagle ten stalowy harpagan kieruje się ku ogrodzeniu cmentarza… Wjeżdża w ogrodzenie rozwalając je i na wprost przejeżdża przez nagrobki. Operator spychacza „- Podczas wstępnej rozmowy operator nie potrafił sensownie wytłumaczyć jak doszło do zdarzenia. Twierdził, że doszło do awarii, która nie pozwoliła mu panować nad sprzętem. ” Przecież tego smoka można wyłączyć za pomocą kluczyka. Nigdy nie dzieje się tak że każda dźwignia i zamek zostają zablokowane. Przecież to nie Audi z 2011 roku… w full pakiecie.
Po przejechaniu 150 m po nagrobkach, spychacz rozwala bramę i drzewa, wyjeżdża na ulicę i zatrzymuje go sam operator. – Archiwum X? a przed bramą, w połowie rujnowania, na samym początku, jak zjeżdżał 200 m do ogrodzenia się nie dało zatrzymać maszyny tylko zaraz po skończonej „dewastacji” ?
Trauma? Zaburzenia? Pole magnetyczne? Szatan opętał maszynę? A figurka Matki Boskiej się zachowała, spadając z filaru… może to też trzeba inaczej wyjaśnić ?
ale wałki z budową tego stadionu!!!
W tym sezonie ta cała partyzantka nie powinna dostać licencji na grę w 3 lidze na tym swoim pastwisku!!!