Piotr Lenik – ma 36 lat, jest doktorem nauk ekonomicznych, wykładowcą PWSZ w Krośnie, menadżerem i autorem publikacji z zakresu rozwoju gospodarczego, zarządzania i marketingu, a także asesorem oceniającym projekty unijne. Jest także radnym obecnej kadencji, gdzie przez cztery lata sprawował funkcje przewodniczącego Klubu Radnych, wiceprzewodniczącego Komisji Budżetowo-Finansowej, a także członka Komisji Rewizyjnej oraz Komisji Kultury, Sportu i Turystyki.
Do Rady Miasta Krosna startuje sporo młodych osób, dwudziesto-trzydziestolatków. Sam Pan zaczynał wcześnie swoją karierę zawodową. Co by Pan radził młodym kandydatom, którzy rzekomo nie mają za sobą atutu praktyki? Ja akurat miałem takie szczęście, że już w wieku 24 lat powierzono mi kierowanie ponad stuosobowym zespołem, w tym osobami które były wówczas w wieku moich rodziców. To wymusiło szybką naukę. Pierwszą swoją firmę założyłem w wieku 27 lat. W moim przypadku zawsze zdarzało się, że miałem możliwość łączenia praktyki z teorią. Kiedyś pisałem i realizowałem projekty unijne, później dopiero oceniałem projekty pisane przez innych. Najpierw sam prowadziłem własną firmę, zajmowałem się praktycznym marketingiem i doradztwem dla przedsiębiorców, teraz dane jest mi uczyć tego innych. Jedno, co mógłbym powiedzieć młodym kandydatom to to, że praktyka wymusza „szybkie tempo nauki pływania w głębokiej wodzie” i z pewnością ci, którzy zostaną radnymi, poradzą sobie z tą pracą.

Czy nowa osoba w radzie ma szanse coś zmienić w pojedynkę? Krótko powiem – oczywiście nie. Jedna osoba chcąca zmian jest z góry skazana na porażkę w potyczce z grupą, która takich zmian nie chce. Z każdego, nawet najbardziej wartościowego człowieka działającego w pojedynkę łatwo zrobić odmieńca. Wszyscy pamiętamy non stop podnoszony slogan przez osobę, którą mimo że piastowała bardzo ważne funkcje w państwie, raczej dzisiaj trudno uznać za autorytet. Krytykowała ona mianowicie jednego z najbardziej cenionych w Europie praktyków ekonomistów m.in. znanymi słowami że „musi on odejść”. I niestety, wielu wierzyło, że wypowiadająca te słowa osoba miała jakiekolwiek podstawy do równania się z krytykowanym profesorem, a niektórzy nawet wierzyli, że krytykant ma większą wiedzę od krytykowanego.
Jest Pan autorem pracy naukowej dotyczącej najogólniej rzecz ujmując rozwoju polskich samorządów w oparciu o sprawdzone wzory z przedsiębiorstw prywatnych i zagraniczne nowoczesne standardy. Prowadził Pan badania w kilkudziesięciu największych polskich urzędach miast. Jak Pańskim zdaniem powinien wyglądać nowoczesny radny?
W samorządach istnieją dwa skrajne modele radnego: pierwszy to radny doradca, a nawet ekspert w jednej lub kilku dziedzinach, partner dla władzy wykonawczej, służący radą, a także starający się lansować własne pomysły. Drugi model to radny opowiadacz, lubiący dużo politykować i w każdym temacie mający sporo do powiedzenia, jednak często nie posiadający własnych pomysłów, bezkrytycznie a priori akceptujący to czego oczekuje osoba uznawana w danym otoczeniu za autorytet, czy grupa do której się należy. Oczywiście w nowoczesnym samorządzie powinien dominować pierwszy model. Tak się dzieje w krajach, w których od lat funkcjonuje ugruntowana demokracja.

Co zrobić aby usprawnić działanie samorządu lokalnego i udział młodego pokolenia w pracy samorządowej? Często staram się podkreślać, co z oczywistych względów niestety nie wszystkim się podoba, że wszyscy powinniśmy zrozumieć to, że jest się radnym całego miasta a nie tylko swojego bloku, ulicy, czy osiedla, bowiem o „sprawy dzielnicowe” powinien się troszczyć przede wszystkim zarząd i przewodniczący dzielnicy czy osiedla. Myślę, że korzystniejsze byłoby, gdyby rozdzielić funkcje radnego miasta od funkcji radnego osiedla i dzielnicy. To by wymusiło większą aktywność oraz skupienie się radnych miasta na bardziej strategicznych działaniach. Czuliby bowiem, że nie mogą już sobie przypisywać inicjatyw pochodzących z rad i zarządów dzielnic i osiedli. Jednocześnie w dzielnicach mogliby rosnąć nowi liderzy, co w konsekwencji powodowałoby zdrową konkurencję, ciągły wzrost standardów i szybszy rozwój. Po drugie, potrzebne jest zwiększenie uprawnień reprezentantów jednostek pomocniczych Miasta oraz urealnienie ich wpływu na zarządzanie poszczególnymi dzielnicami i osiedlami. Obecnie ten wpływ nie jest wystarczająco duży . Czy tu jest właśnie rola dla młodych? Tak. Tylko w ten sposób da się efektywnie włączać w pracę samorządową. W tych wyborach startuje wyjątkowo duża liczba młodych osób. Wszystkim należałoby życzyć sukcesów, ale oczywiście nie wszystkim się uda zostać radnym miasta. Tym jednak proponowałbym zaangażowanie się w pracę na dzielnicach i osiedlach. Wybory do organów jednostek pomocniczych już wiosną przyszłego roku. Czym będzie tam więcej aktywności i więcej oddolnych inicjatyw tym lepiej i dla gminy i dla samorządności. Zachęcam również do działalności w organizacjach pozarzadowych, bowiem tam dzieje się bardzo dużo dobrego.
Dziękuję za rozmowę.
Więcej: www.piotrlenik.pl
Z Piotrem Lenikiem rozmawiał Piotr Dymiński Foto: archiwum




























