Każdy z nas ma marzenia. Niejeden chciałby znaleźć się tam wysoko wśród chmur. Wielu może sobie polatać samolotem w wirtualnej rzeczywistości i pewnie nawet ta samą maszyną, która wraz ze swoim pilotem przemierzała kiedyś niebo nad Krosnem w być może wesoły słoneczny dzień lutego 44 roku.
Kto jednak odgadnie jaki nastrój towarzyszył tego dnia pilotującemu Junkersa Ju 87 Dora. Był zaczarowany urokiem swobodnego lotu, zmęczony kolejnym ćwiczebnym nalotem, czy po prostu znudzony żmudnym szkoleniem – a może w powietrzu zatęsknił i rozmarzył się o swojej górskiej Ojczyźnie, której zarysy mógł sobie wyobrazić gdy wznosił się na wysoki pułap.

Wystartował z betonową, ćwiczebną bombą by zrzucić ją z charakterystycznego dla Stukasa lotu nurkowego – dla nieobeznanych – samolot leci „dziobem” w dół prawie pionowo. 450 metrów nad ziemią zobaczył zapalającą się czerwoną lampkę – widziałem ją dziś!
Pewnie szarpnął za dźwignię zwolnienia bomby i… i nic! Maszyna pędzi z prędkością 600 km/h, już pewnie tylko 400 metrów nad ziemią! Może szarpnął dźwignię jeszcze raz i jeszcze i jeszcze! Na 150 metrach automat zaczął wyciągać samolot z nurkowania, ale z tym obciążeniem nie było szans… Nikt już się nie dowie czy był przerażony, czy nieprzytomny – bo siła oddziaływująca na pilota w takim locie odbiera zdolność ostrego widzenia, odbiera przytomność – może po prostu był zamroczony i nie zdołał zwolnić ciężkiego ładunku?! Tej opcji życzyłbym pilotowi z całego serca!

Może na matrycy komputera widok zbliżającego się terenu denerwuje, że nie udało się zakończyć misji, jest po prostu irytująco banalny i nieprawdziwy – w rzeczywistości ten widok to rzeczywisty, przerażający wyrok błyskawicznej śmierci – na szczęście! Dzień 11 lutego 1944 nie zakończył się dla dwudziestotrzylatka wtedy o godzinie 11:28, ale właśnie dziś, 7 listopada 2015 roku!
Ktoś powie – po co zajmować się tym nikomu nieznanym Rumunem? Na co wydawać pieniądze, dlaczego tracić czas, w jakim celu kilkadziesiąt osób gania po cudzym polu z dziwnymi piszczącymi przedmiotami. Może po to, by prywatne muzeum miało czym się chwalić zwiększając w ten sposób liczbę odwiedzających? A może po prostu Ci wszyscy ludzie chcieli oddać część nieznanemu Żołnierzowi i w ten sposób w jakiś sposób ubłagać Boga Wojny, by zaoszczędził naszym mężom, braciom lub synom podobnego losu na obcej ziemi.
Przecież ten przystojny mężczyzna był czyimś synem lub bratem na przeszło 70 lat zabranym od bliskich, którzy nie mogli w żaden sposób postawić świeczki nad Jego ciałem, ukryty w ciężkiej, tłustej karpackiej glinie przeszło 4 metry pod ziemią. Tam gdzie ni robak, ni czas ciała zniszczyć nie zdołał.

Teraz, gdy Ioan spocznie w gronie innych często bezimiennych synów obcych ziem, na cmentarzu wojennym w Dukli, być może Jego dusza znajdzie swój nowy dom, a rodzina będzie miała szanse na to co nam jest dane, ale dla niej było nieosiągalne. Będzie mogła zaświeć Mu ogienek w miejscu gdzie doczesne szczątki spoczęły w gronie Braci Broni w myśl, która przyświecała twórcom pierwszowojennych cmentarzy, gdzie wrogowie w pokoju spoczęli obok siebie zjednoczeni przez tą samą wieczną uspokoicielkę.
Dziś tym artykułem chciałem podziękować Tym wszystkim, z którymi pracowałem w dole przy ciele pilota – jednemu i drugiemu Wojtkowi, Krzyśkowi, Piotrowi, Arturowi i Robertowi w dowolnej kolejności, oraz Tym których imion nie znam.

Jesteśmy szeregowymi żołnierzami, których wkładu się nie dostrzega, bo stanowimy armię – braterstwo broni. Bitwy i wojny wygrywają generałowie. Chwała Im za to, ale przede wszystkim chwała Wam, bo to Wasze ręce przyczyniły się do tego, czym dziś możemy się chwalić.

To Wy wytrzymaliście w wykopie przesiąkniętym oparami wciąż parującego oleju i paliwa lotniczego oraz ginącego ciała poległego Żołnierza. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze w tej dziwnej i niezrozumiałej służbie – zawołajcie mnie, o ile stwierdzicie, że na to zasługuję!
Zobacz także:
– Niemiecki bombowiec rozbił się pod Krosnem. Trwa wydobywanie wraku [FOTO]
– Junkers Ju 87 Stuka – odkrywają tajemnice wraku [FOTO]
– Bombowiec pod Krosnem: ustalono szczegóły katastrofy i wydobyto ciało pilota [FOTO]
Marek Gransicki
































19 komentarzy
FASZYSTY???? Ludzie potrzebna drobna lekcja historii to raz! Po drugie był żołnierzem- pilotem, walczył za swoją sprawę, wykonywał rozkazy, należy mu się hołd. Ponadto samolot warto wydobyć- to kawałek historii. Poza tym lepiej gdy młodzi ludzie biegają z wyrywką po polach, niż żeby mieli pić wino na dworcu, przy okazji odkrywają historię, nie bezczeszcząc zwłok i znalezisk „bo to faszysta”. Pozdrawiam i skłaniam do reflekksji
Do antywykopaliska:
Możesz nam tu objaśnić, w jaki sposób wydobycie wraku samolotu przy którym było ciało pilota jest gloryfikacją faszysty? No i co masz na myśli pisząc, że „pseudo gurpka zapaleńców rozrabia? Militaryzm? Faszyzm? – czy aby na pewno wiesz o czym piszesz?
Po co to wszystko? dla kogo? pomijam ze gloryfikacja faszysty ale po co? tyle lat zylismy w zgodzue z innymi narodami i teraz jakas pseudo grupka zapalenciw rozrabia precz z militaryzmem i faszyzmem
MODERATOR: Komentarz został usunięty. Zawiera obraźliwe zwroty i niecenzuralne słowa.
Do Pawła z Krosna – z tego co udało mi się znaleźć w sieci, to piloci rumuńscy nie zajmowali się „nieswoją” wojną. Niemcy szkolili ich w Krośnie jako siłę, która dosyć skutecznie broniła swojego nieba, a dla Niemców, rumuńskich pól naftowych, które w pewnym momencie były jedynym źródłem dostaw paliwa dla Rzeszy. W momencie gdy Armia Czerwona zaczęła zbliżać się do granic Rumunii, zaczęli przygotowywać się do obrony granic i pewnie z tego też powodu zwiększyli liczebność samolotów szturmowych, przygotowując swoich pilotów do ich użycia m.in. w Krośnie (dużo pilotów rumuńskich uczyło się rejonie Grazu w Austrii). Na stronach bardzo precyzyjnie opracowanych przez Szanownego Łotfora nie znalazłem przesłanek by lotnictwo Rumuńskie brało udział w nalotach na Warszawę. Ale wojna nie przejmuje się sentymentami, więc różnie mogło być.
Z poważaniem Marek Gransicki
Kto wie czy ci piloci którzy w lutym 1944 szkolili się w Krośnie w sierpniu tego samego roku nie dokonywali bestialskich nalotów na broniącą się w powstaniu Warszawę, grzebiąc pod gruzami setki tysięcy niewinnych cywilów … pamiętajmy o tym bo to jest właśnie nasza historia !!!
Co się zaś tyczy nieszczęśnika który zginął w owym rozbitym samolocie niech spoczywa w pokoju … kimkolwiek był.
a tak wyglądała prawdziwa bomba – i jeszcze nasze „kozaki” z niej granaty robili …
http://www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/ju_87_stuka.htm
No właśnie już są specjaliści od wszystkiego, nikt nie chce żadnych pomników stawiać,bo nie oto w tym wszystkim chodzi .Ta historia która właśnie znalazła swój finał to NASZA lokalna historia czy się z tym zgadza ktoś czy nie to tak właśnie BYŁO
i koniec.
Że są ludzie którzy chcą zachować ją dla innych to bardzo dobrze i chwała im za to.
Ten akurat najprawdopodobniej nie walczył. Nikt co prawda nie może powiedzieć w tej chwili, co robił przed feralnym lutym 44, ale w Krośnie był uczniem pilotażu. Tylko, a propos tego co napisał Dramat – co by powiedziały tysiące Kaszubów, Ślązaków i innych naszych dzisiejszych Rodaków, którzy nie mieli raczej wiele do powiedzenia, tylko szli w „szkopskie” kamasze i maszerowali na front w obcej sprawie. Jeżeli chodzi o tego Człowieka (wg niektórych szkół filozofii słowo „Człowiek” brzmi dumnie), to tak jak każdy inny – po tym jak powiedzieliśmy już: „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” – zasługuje na godziwy pochówek. Powiem szczerze – jak będzie mnie stać, to chętnie wydłubię temu młodemu Człowiekowi krzyż, lub pomogę każdemu, kto będzie chciał to zrobić.
Z poważaniem Marek Gransicki
Zginął młody człowiek, podczas szkolenia. Być może nawet nie walczył. Każdemu należy się godny pochówek. A o zmarłych nie mówi się źle.
Nie wciskajcie kitu ludziom, że to był tylko żołnierz itd. Walczył dla Hitlerowskich Niemiec, więc proszę nie robić z niego świętoszka, może pomnik wybudujecie jeszcze ?
Drogi Sprawiedliwy twój osąd jest całkowicie niesprawiedliwy, szczególnie gdy używasz wyzwisk. Czym biedny Rumun Ci zaszkodził, że Go tak przezywasz, przecież z Polską nie wojował?
Zawieźcie ten złom oraz ciało rumuńskiego sojusznika III rzeszy do Rumuni, albo niech sobie Niemcy zabiorą na pamiątkę… Przez takich gnoi ginęli niewinni ludzie…
„z tond” – o Boże – minuta ciszy dla autora.
przepraszam za przekręcenie imienia Leszek ??, w moim poprzednim komentarzu Lesław najmocniej przepraszam Łukasz W.
Pełen szacunek dla całego przedsięwzięcia, dobrze się stało że szczątki plota w końcu spoczną na cmentarzu, ale mam kilka sugestii i pytań,rozumiem emocje ale czy mamy naprawdę pewność że ciało pilota to to które prezentujecie na zdjęciu w artykule, są jeszcze dwa inne zdjęcia pokazujące pilotów rumuńskich stojących przy mogile i sam napis na mogile (pisownia na nagrobku IOAN CLOP a nie JOAN tak jak podpisane jest zdjęcie w artykule) ale to tylko literówka
Nie chcę krytykować ale może jednak niewłaściwe zdjęcie zostało zaprezentowane, może się okazać że to całkiem inna osoba, zdjęcia były swego czasu sprzedawane jako zestaw ale nie było tam opisu że osoba na tle budynku to właśnie IOAN CLOP wspominałem o tym jak udostępniałem skany, żeby się tylko nie okazało że przez przypadek, wierzę że z w dobrej intencji kogoś „uśmierciliście” w tym artykule może to być inna osoba moja sugestia może warto by było zainteresować wątkiem na rumuńskim forum może coś nam podpowiedzą w temacie np tutaj :
http://www.worldwar2.ro/forum/index.php?s=77bcfe928a627725e29830781cb52025&showforum=2
Leszku przy okazji gratuluję samego odkrycia ciesze się że się udało, wierzę że doprowadzicie wraz z Piotrem i innymi osobami zaangażowanymi w tą sprawę do godnego pochówku i uda się odnaleźć rodzinę, moje pytanie czy to potwierdzona i pewna informacja czy pilotem była na pewno osoba której są zdjęcia mogiły.
Z przekazów wiemy że podczas szkoleń pilotów rumuńskich na naszym lotnisku w 1944 roku zdarzały się wypadki w tym prawdopodobnie co najmniej 2 śmiertelne, z tond mój sceptycyzm pozdrawiam Łukasz Wójtowicz
A jednak bombowce hitlerowców zrzucały bomby i ginęli ludzie, niewinni ludzie, a na takiego mordercę szkolił się ten pilot i o tym przede wszystkim należy pamiętać!!!!!!
Będzie bardzo trudno odnaleźć rodzinę. Obstawiam nawet niemal zerowe na to szanse. Oprócz upływu czasu, może mieć na to fakt posiadania przez lotnika prawdopodobnie niemieckiego nazwiska.
Większość Niemców rumuńskich, Sasów Siedmiogrodzkich, wyjechała do Niemiec na początku lat dziewięćdziesiątych. Poszukiwania mogą nie ograniczyć się tylko do obszaru Rumunii.
Pamiętajmy, że polscy żołnierze ginęli na polach bitewnych całej Europy i nie tylko. Większość tych, którzy zginęli trafiła na właściwe miejsca spoczynku, jakimi są cmentarze. Chciałbym, aby każdy z poległych polskich żołnierzy miał swoje godne miejsce pochówku. W obliczu śmierci wszyscy są równi. Dlatego też dzięki naszym staraniom szczątki sierżanta sztabowego pilota Joana Clop, żołnierza narodowości rumuńskiej trafią na cmentarz wojenny w Dukli. Poszukujemy teraz Jego rodziny, której będę mógł przekazać informacje o miejscu Jego pochówku.
Lesław Wilk – Prywatne Muzeum Podkarpackich Pól Bitewnych w Krośnie.
Wszystkich Czytelników przepraszam za niedociągnięcia napisanego pod wpływem chwili i emocji artykułu. Trochę literówki i „bóg wojny” z dużej litery, no i nieco koślawa składania. Prosiłem Redakcję o szybką emisję – jednak za szybką – wybaczcie!
Najważniejsze jest to, co zrobiliśmy w gronie zebranym przez nieocenione Muzeum Pól Bitewnych, które stoczyło nierówna walkę z polską biurokracją i morzem pośrednich problemów – wygraliście! Gratuluję! Podziwiam! I z całego serca dziękuje, że mogłem zrobić z Wami coś, co od lat mnie nurtuje! Przysłużyć się (mam nadzieję, ze tak jest) komuś, kto został sam na obcej ziemi, w naszej cienistej dolinie!
Marek Gransicki