Wskazówka prędkościomierza drżąca przy 156 km/h to w takich warunkach już nie jazda – to fizyka wyrywająca się spod kontroli. Gdy dodamy do tego dwa promile alkoholu w żyłach kierowcy, otrzymujemy koktajl, który zazwyczaj serwuje się na pierwszych stronach kronik kryminalnych z czarną wstążką w rogu. W ubiegłą niedzielę w Woli Cieklińskiej zabrakło tylko jednego elementu, by ta historia stała się tragedią: ułamka sekundy pecha.
Pasażerowie na gapę u kostuchy
Droga wojewódzka nr 993 nie wybacza błędów, a już na pewno nie toleruje ignorancji. 24-latek siedzący za kółkiem Alfy Romeo postanowił jednak sprawdzić wytrzymałość barier rzeczywistości. Przekroczył dozwoloną prędkość o 66 km/h, tnąc asfalt z furią, która pasowałaby do toru wyścigowego, a nie do publicznej trasy. Podwójna ciągła? Dla niego była jedynie sugestią, którą przeciął podczas ryzykownego wyprzedzania, jakby grał w tanią grę wideo, w której ma się nieskończoną liczbę żyć.
Problem w tym, że w metalowej klatce włoskiego auta nie był sam. Obok siedziało trzech dorosłych mężczyzn, którzy – jakby rzucając wyzwanie przeznaczeniu – zrezygnowali z pasów bezpieczeństwa. W bagażu mieli alkohol, we krwi wyraźne ślady jego obecności, a w głowach kompletną pustkę w miejscu, gdzie powinna znajdować się instynktowna chęć przetrwania.
Dzieciństwo w cieniu promili
Najbardziej uderzającym obrazem tej interwencji nie jest jednak rozbita prędkość czy wynik na alkomacie, który wskazał blisko 2,3 promila. To widok 13-letniego chłopca, który siedział w tym samym samochodzie. Nastolatek stał się zakładnikiem skrajnej głupoty swojego starszego brata i jego kompanów. Podczas gdy dorośli „bawili się” w prędkość, on stał się mimowolnym uczestnikiem rosyjskiej ruletki na czterech kołach.
Kiedy policjanci z jasielskiej grupy SPEED przerwali ten szaleńczy rajd, na miejsce musiał przyjechać ojciec, by odebrać syna z rąk mundurowych. Trudno wyobrazić sobie, co czuje rodzic, dowiadując się, że jego dzieci – jedno dorosłe, drugie wciąż pod opieką – o mało nie zginęły przez butelkę i ciężką nogę.
Rachunek wystawiony przez życie
Alfa Romeo skończyła na policyjnym parkingu, a 24-latek pożegnał się z prawem jazdy. To jednak tylko początek kosztów, jakie przyjdzie mu zapłacić. Sąd w Jaśle rozliczy go nie tylko z piractwa drogowego, ale przede wszystkim z narażenia życia dziecka i pasażerów. Ci ostatni również odpowiedzą za swoją „lekkość bytu” i ignorowanie przepisów bezpieczeństwa.
Można mówić o szczęściu, o skutecznym działaniu policji, o przypadku. Ale dopóki na drogach pojawiają się ludzie wierzący we własną nieśmiertelność podlaną procentami, dopóty bezpieczeństwo pozostaje jedynie kruchą iluzją. Tym razem udało się zatrzymać licznik, zanim zatrzymało się czyjeś serce.































