
Czy podróże w czasie są możliwe? Czy możemy przenieść się w czasie by zmienić historię? Tak zwany paradoks dziadka najwyraźniej temu przeczy jednak James Cameron bardzo ciekawie potraktował to zagadnienie w jednym ze swoich filmów z 1984 roku.
Chodzi o słynnego „Terminatora” z Arnoldem Schwarzeneggerem wyświetlanego swego czasu w Polsce pod zabawnym tytułem „Elektroniczny morderca”. Oficjalny trailer filmu:
Czym jest sam „paradoks dziadka” ? To jeden z paradoksów sytuacyjnych, jakie teoretycznie mogą mieć miejsce podczas podróży w czasie, efekt rozważań teoretycznych nad ewentualnymi skutkami zmiany przeszłości poprzez podróż w czasie. Dodajmy, że zajmują się tym nie tylko fantaści, ale i całkiem poważni fizycy. W „paradoksie dziadka” rozważania koncentrują się wokół drastycznej formy zmiany historii jaką jest morderstwo dokonane przez podróżnika w czasie. Jeśli podróże w czasie są możliwe, to co się stanie, jeśli podczas takiej podróży zabijemy własnego dziadka, zanim zostanie poczęty nasz ojciec? Wtedy i nasze istnienie stanie się niemożliwe, bo po prostu nie urodzimy się, a skoro tak to nie możemy się cofnąć w czasie by popełnić to morderstwo. Stąd prosty wniosek, że podróże w czasie są niemożliwe. Ale czy na pewno? Może są jakieś możliwości wybrnięcia z tego paradoksu?
Są, a jedną z nich, w ciekawy sposób wykorzystał James Cameron w „Terminatorze”. Zapomnijmy na chwile o istnieniu całej reszty terminatorów czyli tworów typu „Terminator 2”, „Terminator 3” czy „Kroniki Sary Connor”. Umówmy się na chwilę, że ich nie ma. Zostańmy przy samym „Terminatorze” i poparzmy na niego nie jak na film o strzelaninach, pościgach czy buncie maszyn, a jak na ciekawe podejście do rozwiązania paradoksu dziadka i nie tylko. Twórcy „Terminatora” zdołali bowiem zrobić jedną z najbardziej spójnych wizji podróży w czasie. Co prawda ścieżka dźwiękowa miejscami może być irytująca, a efekty specjalne nie robią już wrażenia takiego jak w latach 80-tych. Atutem filmu niezmiennie pozostaje jednak wciągająca fabuła, która nie obraża inteligencji widza na każdym kroku.

Jeżeli jeszcze nie widziałeś tego filmu, a czujesz się zaciekawiany to proponuję mniej więcej w tym miejscu przerwać czytanie, przynajmniej do czasu zobaczenia filmu.
Uwaga: poniżej znajdują się szczegóły fabuły i zakończenia utworu!
Film rozpoczynają futurystyczne sceny bitwy ludzi z ogromnymi bojowymi maszynami. Dostajmy szybką i streszczoną informacje o tym, że nastąpiła wojna nuklearna, a po niej zbuntowane maszyny postanowiły eksterminować ludzkość. Ostateczna bitwa ma się jednak rozegrać „tu i teraz”, zatem akcja szybko przenosi się do Los Angeles, 12 maja 1984 roku.
W dwóch różnych miejscach miasta w niezwykłych okolicznościach pojawia się dwóch kompletnie nagich mężczyzn. Każdy z nich na swój sposób szybko zdobywa ubranie i broń, a następnie szuka w książce telefonicznej niejakiej Sary Connor. Jeden z nich zaczyna nawet odwiedzać domy kolejnych kobiet o tym imieniu i nazwisku i bez zbędnych formalności zabija je. Do spektakularnego starcia obu mężczyzn dochodzi w chwili próby zamordowania trzeciej Sary Connor.
Paradoks dziadka
Dlaczego giną kobiety o tym właśnie nazwisku? To Sarze wyjaśnia jej obrońca z przyszłości, Kyle Reese. Okazuje się, że Sara Connor zostanie matką Johna Connora człowieka, który poprowadzi ludzi i pokona maszyny. Tymczasem drugi z mężczyzn jest cyborgiem-terminatorem wysłanym by zabić Sarę, a tym samym zmienić przyszłość i uchronic maszyny przed klęską. Tylko czy przyszłość da się w ten sposób zmienić?
Większość wyjaśnień odnośnie przyjętej wizji podróży w czasie pada podczas przesłuchania na posterunku policji, które ma wykazać czy zatrzymany przez funkcjonariuszy Kyle jest niepoczytalny.

Dowiadujemy się wtedy dlaczego podróżnicy w czasie pojawiają się nago. Okazuje się, że „maszyna czasu” wymaga jakiegoś szczególnego biopola tworzonego przez żywy organizm. Jakkolwiek byłoby to pokrętne tłumaczenie to sprzyja ciekawej fabule i eliminuje (choć nie do końca, o czym później) jeden z problemów podróży w czasie – problem przeniesienia w przeszłość nowoczesnej broni / technologii. W rozwiązaniu przyjętym przez Camerona po prostu nie da się zabrać w przeszłość „miotacza plazmowego dalekiego zasięgu”.
Kolejnym elementem rozważanym przy okazji hipotetycznych podróży w czasie są:
Turyści z przyszłości.
Sceptycy podkreślają, że gdyby podróże w czasie były możliwe to odwiedzaliby nas liczni przybysze z przyszłości. Cameron w „Terminatorze” w prosty sposób rozwiązuje ten problem. Sama podróż w czasie jest bolesna i niekomfortowa, poza tym „turysta” pojawia się nago, w obcym sobie otoczeniu. Nic godnego pozazdroszczenia. Co gorsza jest to wycieczka w jedną stronę. Kyle zapytany o to jak wróci do swoich czasów odpowiada po prostu, że nie wróci. Tym samym twórcy filmu obchodzą następną mieliznę czmychającą na autorów science –fiction zajmujacych się wehikułami czasu. Cameron nie musi zastanawiać się jak będzie wyglądał świat po powrocie podróżnika „do swoich czasów” po dokonanych zmianach w przeszłości.
12 maja 1984
Dlaczego terminator atakuje właśnie tego dnia? Dlaczego chce zabić Sarę, a nie Johna, lub dziadka lub babcię Johna jeszcze przed narodzinami Sary? Kyle w rozmowie z policyjnym psychologiem wyjaśnia widzowi również tę kwestie. Maszyny po prostu niewiele wiedzą o matce Johna Connora. Nie wiedza kim był John, ani gdzie przebywał, ani która z kobiet tym nazwisku jest jego matką. Wiedza tylko, że mieszkała w Los Angeles w 1984 roku. Stąd terminator metodycznie próbuje zabić każdą Sarę Connor w tym mieście. Wysłanie terminatora w inny rok byłoby bezcelowe, bo nie byłoby wiadomo kogo i gdzie ma zabić. Co więcej dowiadujemy się, ze Kyle został wysłany przy pomocy tej samej maszyny co terminator, tylko zrobiono to później. Nie wiemy ile czasu minęło między ich wysłaniem, mogły to być minuty, godziny, albo nawet miesiące czy lata. Akcja w „przeszłości” i „przyszłości” nie musi i nie przebiega równolegle.
Kółko się zamyka
Jakie będą jednak skutki zmiany przeszłości i czy da się ja zmienić? Przecież jeśli terminator zabije Sarę, to John się nie urodzi, a wtedy nie będzie powodu by stworzyć takiego terminatora. Przypomina „paradoks dziadka” ? Nic dziwnego, to ta sama półka paradoksów sytuacyjnych. Owszem, do zabicia Sary może nie dojść, zamiast tego możemy dostać happy end w stylu Holywoodu. Jednak samo pojawienie się terminatora i Kylea przecież zmienia przyszłość. Sara dowiaduje się o swoim przeznaczeniu itd. Z pewnością wydarzenia z podróżnikami w czasie wpłyną na jej życie…i tu kółko się zamyka. Tuz po pokonaniu terminatora Sara wyjeżdża gdzieś w odludne strony, opuszcza miasto. Dzięki temu nie wiadomo gdzie przebywa, ani jak ją znaleźć. Ostatnim momentem gdzie maszyny mogą ją dosięgnąć jest maj 1984 roku! W ostatnich scenach filmu Sara jest już w ciąży.
Ojcem dziecka, któremu Sara da na imię John, jest Kyle. Co więcej z pokonanego terminatora zostają liczne szczątki. Sam cyborg ginie w automatycznej fabryce, a jego „śmierci” towarzysza liczne, tajemnicze wyładowania. Czy w ten sposób zainfekował maszyny w fabryce jakimś komputerowym wirusem? Czy może jego szczątki w rękach naukowców posłużą do dokonania technologicznego skoku? Ta druga możliwość potwierdza „Terminator 2” (i to chyba jedyne co łączy sensownie oba filmy). Przecież Kyle mówił, że wojna po której nastąpi bunt maszyn wybuchnie „za kilka lat”, a to stosunkowo mało czasu na rozwój tak zaawansowanej technologii. Ostatecznie koło fabuły zamyka zdjęcie, jakie meksykański chłopiec robi Sarze w ostatniej scenie filmu. To ta sama fotografia, którą wcześniej Kyle ogląda w przyszłości jeszcze zanim przeniesie się w czasie i pozna swoja ukochaną.
Cameron tworząc „terminatora” przyjął jedna z wizji ewentualnej podróży w czasie. Zgodnie z nią cokolwiek zrobimy po przeniesieniu się w przeszłość zmieni przyszłość na taką, jaką opuściliśmy przed wyruszeniem w przeszłość. Podróżnik w czasie i jego czyny już zawierają się w jego historii. Tak też jest w „Terminatorze”. Historia życia Johna Connora, Kylea Reese jak i zbuntowanych maszyn zawiera w sobie podróżników w czasie jeszcze zanim doszło do podróży. „Zwariować od tego można” – jak mówi Sara w końcowej scenie filmu nagrywając na magnetofonowej taśmie informacje dla Johna nt. tego kto jest jego ojcem.
T1 vs T2
Jak teraz wypadnie porównanie „Terminatora” i „Terminatora 2”? Z pewnością pod względem widowiskowości T2 dominuje całkowicie. Jednak co z fabułą? Nagle w „T2” okazuje się, że Connor jak by nigdy nic żyje sobie w wielkim mieście, a nowe terminatory przybywają: jeden by go zabić, drugi by bronić. Oczywiście pojawiają się nago, bo tak samo przenieśli się przybysze w pierwszej części. Tylko, ze w tym przypadku tajemniczy T-1000 nie ma żadnej biologicznej powłoki, a zbudowany jest z „płynnego metalu”, który natychmiast imituje ubranie. Fabuła T2 to okazje dla wielu scen pościgów i strzelanin, oraz do wykorzystania multum efektów specjalnych. Co w takim razie z fabułą? Skoro maszyny ni stąd ni zowąd wiedza którego Johna Connora trzeba zabić, to po co cały cyrk z pierwszej części z zabijanie według książki telefonicznej? Albo dlaczego nie wysłały terminatora by znaleźć i zabić prapradziadka Johna gdzieś w górach Szkocji w XVII wieku? W ogóle skąd ten nowocześniejszy terminator, skoro „w przyszłości” podobno maszyny wyraźnie przegrały, a „maszyna czasu” została zniszczona tuż po wysłaniu najnowocześniejszego modelu cyborga?

Dlaczego obrońca Johna w T2 wygląda identycznie jak niedoszły zabójca jego matki? To dość idiotyczne robić „tajniaków” z jednej foremki. Wszak w pierwszej części Kyle wyraźnie zaznacza, że nie wiedział jak będzie wyglądał terminator z czego wnioskuję, że każdy miał wyglądać inaczej (i to miałoby sens). Tymi drobiazgami Cameron już się nie zajmuje. Pierwszy terminator stał się sukcesem kasowym za sprawą efektów specjalnych i strzelanin, więc w T2 trzeba było postawić właśnie na to. Fabuła jest dziurawa jak szwajcarski ser, a jej związek z „pierwszą częścią” jest czysto umowny. Aż trudno uwierzyć, że to dzieło praktycznie tych samych twórców. Na koniec „T2” pada ofiarą paradoksu dziadka. Bohaterowie niszczą wszelkie elementy nowoczesnej technologii z przyszłości, co ma zapobiec powstaniu zbuntowanych maszyn. A skoro tak, to terminatory nie mogły powstać, czyli nie mogło dojść do ich podróży w czasie, a zatem i do wydarzeń pokazanych w filmie… oj zwariować od tego można.
Piotr Dymiński Foto: dystrybutor filmu




























